Podcast
#25_Astorino. Od pasji do rewolucji w edukacji robotyki
#25_Astorino. Od pasji do rewolucji w edukacji robotyki
Zaczęło się od migającej diody i ciekawości, a skończyło na certyfikowanym ramieniu 6-osiowym, które łączy szkolną ławkę z halą produkcyjną.
Razem z Markiem Niewiadomskim, głównym konstruktorem, wchodzimy za kulisy Astorino – robota edukacyjnego stworzonego na bazie przemysłowych standardów, który z biurka przenosi uczniów i inżynierów w realia fabryki. To historia o wyborze prostoty zamiast przerostu formy, o częściach rynkowych zamiast egzotyki, i o dokumentacji, która waży tyle co stal.
Przeprowadzimy Cię przez kluczowe etapy: pierwsze prototypy, przesiadkę z garażu na linię produkcyjną, twardą szkołę certyfikacji TUV i moment, gdy produkt zaczął spełniać normy bezpieczeństwa. Zajrzymy do Akashi, gdzie japońska skrupulatność i hierarchia spotkały się z polską elastycznością.
Astorino – robot edukacyjny z przemysłowym DNA już dzisiaj zdobywa zaufanie Kawasaki, trafia na targi IREX w Japonii i pomaga oswoić lęk przed robotyzacją. W Polsce i na świecie.
W rozmowie pojawiąją się także:
- studenckie początki i pierwsze prototypy
- filozofia prostoty i użycie części rynkowych
- od hobby do produktu i pierwsze wdrożenia
- edukacja jako rynek i most do przemysłu
- certyfikacja TUV i dojrzałość dokumentacji
- współpraca z Kawasaki i standardy jakości
- Osaka, targi iREX i reakcje odwiedzających
- zainteresowanie Toyoty i potencjał szkoleniowy
- skalowanie produktu, serwis i wsparcie
- lekcje wytrwałości dla twórców technologii
Opowiadamy, dlaczego Astorino działa: jest małe, bezpieczne i wiernie odwzorowuje logikę przemysłowych robotów. Nauczyciele dostają praktyczną platformę do mechatroniki i automatyki, studenci – rzeczywisty kontekst programowania i bezpieczeństwa, a firmy – prostą ścieżkę onboardingu i pokonanie strachu przed robotyzacją.
Ten „most” nie jest metaforą: to zestaw mechaniki, sterowania i materiałów, który skraca dystans między nauką a produkcją. A znak Made in Poland pokazuje, że polska myśl inżynierska potrafi przejść najtwardsze normy i zdobyć uwagę najbardziej wymagających partnerów. Chcesz usłyszeć, jak pasja staje się procesem, a proces produktem, który skaluje się globalnie? Włącz odcinek, subskrybuj nasz podcast i podziel się opinią – który etap drogi Astorino najbardziej Cię zaskoczył?
Fragment rozmowy
Astorino: robot, który łączy przemysł z edukacją
Renata Poreda: Dzień dobry, witajcie! Dzisiaj spotykamy się w wyjątkowym miejscu: Astor Robotics Center w sercu robotyki przemysłowej i mobilnej. A jeszcze precyzyjniej: w samym sercu produkcji robota, który łączy robotykę przemysłową ze światem edukacji.
Moim gościem jest człowiek, którego mogę nazwać „ojcem Astorino”. Marek Niewiadomski inżynier, absolwent Wydziału Inżynierii Mechanicznej i Robotyki AGH w Krakowie, konstruktor i lider działań R&D. Cześć, Marku!
Marek Niewiadomski: Cześć, witam. Dziękuję za takie przedstawienie.
„Pasja do R&D? To chyba zawsze było we mnie”
Renata: Znam historię narodzin Astorino od strony brandingu i pierwszych kroków, ale chcę wrócić do początku: kiedy w Tobie pojawiła się pasja do tworzenia? R&D to była świadoma decyzja?
Marek: Myślę, że to zawsze gdzieś było we mnie — konstruowanie, wymyślanie, kombinowanie. Ale tak naprawdę na poważnie zaczęło się na studiach, mniej więcej na trzecim roku. Odkryłem wtedy Arduino Mega — taką małą kostkę, którą można zaprogramować. Niby prozaiczna rzecz: migająca dioda. Ale to było jak „klik” w głowie. I potem apetyt rósł w miarę jedzenia.
Renata: Czyli klasyczne: jak raz zadziała, to chcesz więcej.
Marek: Dokładnie. Jak coś zadziała, to naturalnie pojawia się ciekawość: zrobić jeszcze więcej, trudniej, lepiej. Szuka się wyzwań.
„Robotyka? Na początku… podobała mi się nazwa”
Renata: A studia? Robotyka i mechatronika były pierwszym wyborem?
Marek: Nie do końca. W liceum jeszcze nie miałem jasnego planu. Podobała mi się nazwa „mechatronika”, brzmiała jak połączenie mechaniki i elektroniki. Wiedziałem, że to inżynieria — i tyle. Dopiero na studiach poczułem, że to jest to.
Pierwszy duży projekt: pająk kroczący i „elektronika na żelazko”
Renata: Twoje prace dyplomowe to już była mocna robota konstruktorska.
Marek: Pracę inżynierską robiłem z kolegą Jakubem: robot kroczący — taki „pająk”. To był pierwszy poważny projekt. Wtedy nie było łatwego dostępu do technologii jak dziś: drukarki 3D raczkowały. Sporo rzeczy trzeba było robić ręcznie, kombinować.
Renata: Masz w pamięci jakiś szczegół, który dziś brzmi jak opowieść z innej epoki?
Marek: Nóżki robota odlewaliśmy z tatą z silikonu… w nakrętkach po napojach. Elektronikę robiło się metodą „na żelazko”: laminat, papier, wytrawianie ścieżek. Dużo prób i błędów. Nieraz prąd człowieka kopnął, czasem poleciał dym z układów — ale to była nauka.
Magisterka: robot Delta i pierwsze „przeniesienie przemysłu do garażu”
Renata: A potem była magisterka.
Marek: Robot typu Delta — trochę „pająk odwrócony”. Zainspirowałem się tym, że pracowałem już w ASTOR jako stażysta i serwisant, widziałem roboty przemysłowe od środka. Chciałem spróbować odtworzyć to, co widzę w pracy. Drukarki 3D były wtedy słabe jakościowo, więc znów: plexi, wycinanki, kombinowanie. Po magisterce projekt rozwijałem hobbystycznie.
Renata: W Twoim sposobie myślenia robot to nie jest tylko „robot”.
Marek: Mnie interesuje połączenie mechaniki, elektroniki i programowania. I przede wszystkim: jak to działa w środku. Nie bawiło mnie programowanie „na gotowych klockach”. Chciałem schodzić do trzewi.
Kiedy narodziło się Astorino?
Renata: No i w pewnym momencie pojawiło się Astorino. Pamiętasz pierwszy impuls?
Marek: Pojawił się wtedy, gdy miałem dostęp do lepszej mechaniki — także do części poserwisowych z robotów. Drugi impuls to pojawienie się AliExpress: można było kupić przekładnie i elementy w cenach dostępnych dla „garażowego konstruktora”, a nie za setki euro.
Renata: Czyli technologia stała się „demokratyczna”.
Marek: Tak, choć to był trochę „lucky five”: zamawiałem i nie wiedziałem, co przyjdzie i w jakiej jakości. Raz przyszło nawet inne przełożenie niż zamawiałem — ale dało się to ogarnąć.
Renata: A trzeci element?
Marek: Uświadomienie sobie, że najbardziej skomplikowane rozwiązanie rzadko jest najlepsze. Im prościej — tym łatwiej utrzymać, diagnozować, programować. W Astorino chciałem maksymalnie użyć części rynkowych i projektować tak, żeby dało się to wydrukować i złożyć. Pandemia też sprzyjała: wieczorami człowiek siedział i budował.
„To, że robot ma trafić do edukacji, było jasne od początku”
Renata: Dziś Astorino jest symbolem robotyki edukacyjnej i narzędziem do przełamywania barier przed robotyzacją. Czy to od początku był plan?
Marek: Tak. Od samego początku cel był edukacyjny — dlatego wysyłałem maile do profesorów, pytając, czy to ma sens. W szkołach i na uczelniach często brakuje dostępnych platform do nauki robotyki. Chciałem, żeby nauczyciele nie bali się dawać robota studentom czy uczniom do pracy.
Renata: Edukacja pozwala też testować i rozwijać produkt.
Marek: Tak, ale to nie znaczy, że można wypuścić „cokolwiek”. To musi być skończony produkt. Natomiast nauczyciele techniczni często lubią „pobawić się problemem”: znaleźć błąd, dojść do rozwiązania. Daje im to poczucie wpływu.
Czy Astorino przygotowuje do pracy z robotami przemysłowymi?
Renata: Jeśli ktoś rozłoży Astorino na czynniki pierwsze i nauczy się go programować — czy to jest realny krok w stronę dużych robotów przemysłowych?
Marek: Taki był zamysł. Konstrukcyjnie to odzwierciedla roboty przemysłowe: części stosowane w przemyśle, logika budowy, podejście do użytkowania i programowania. To „mały przemysł” w wersji biurkowej.
Certyfikacja TÜV: „kolejny level”
Renata: Astorino ma certyfikację TÜV. Dla wielu osób to brzmi jak formalność, a Ty mówisz: „szkoła życia”.
Marek: Bo to jest zupełnie inny świat: normy, dyrektywy, testy EMC, dyrektywa maszynowa, dokumentacja. Czasem trzeba wyrzucić do kosza rzeczy, które działały — i zrobić je od nowa, bo nie przechodzą badań. To nie jest tylko produkt — to też instrukcje, procedury, cały pakiet. Sam TÜV zajął pół roku.
Renata: I to był dopiero początek.
Marek: Dokładnie. To otwiera drzwi, ale nie kończy drogi.
Osaka i Kawasaki: moment zwrotny
Renata: Astorino stało się międzynarodowe. Jednym z przełomów była Osaka i World Expo.
Marek: Współpracowaliśmy z Kawasaki od początku. Robot trafił do Japonii na testy — wtedy jeszcze pod inną nazwą. Dostaliśmy feedback: „to nie jest gotowe”. Rozwijaliśmy produkt dalej. Osaka była strategiczną decyzją: pokazać Astorino światu. I wtedy nagle uwaga w Japonii znacząco wzrosła — zaczęła się pełna ewaluacja techniczna.
Renata: Kawasaki jest bardzo restrykcyjne w kwestii jakości.
Marek: Tak. Jeśli coś ma mieć logo Kawasaki, musi być równie dobre, a najlepiej lepsze niż ich własne produkty. I jest jeszcze jedno: to pierwszy raz w historii tej korporacji, kiedy sprzedają coś, co nie zostało przez nich wymyślone i wyprodukowane.
Japonia od środka: praca, hierarchia i skrupulatność
Renata: Po Osace byłeś kilka razy w Japonii. Jak wspominasz ten okres?
Marek: Byłem już cztery razy. Największy szok? Jak dużo człowiek może pracować. Przyjeżdżaliśmy przed 8 rano, kończyliśmy o 17, bo odjeżdżał ostatni autobus z fabryki — a mój partner po stronie Kawasaki mówił: „zostaję, mam spotkanie o 18”. To standard.
Renata: A sposób pracy?
Marek: Bardzo skrupulatny: tabelki, excel, krok po kroku, statusy, zamknięte i otwarte tematy. I hierarchia. Mieliśmy przypadek, że temat był zamknięty, ale przyszedł starszy rangą konstruktor i powiedział: „nie podoba mi się, otwieramy, zmieniamy”. Bez dyskusji.
IREX w Tokio i niespodziewane zainteresowanie Toyoty
Renata: Potem był IREX. Jakie to było doświadczenie?
Marek: Dostaliśmy małe miejsce na ogromnym stoisku Kawasaki — pod warunkiem, że robot będzie statyczny. Stałem tam praktycznie cały tydzień i opowiadałem, czym jest Astorino i dlaczego ma logo Kawasaki. Targi w Japonii są inne: jedna przerwa na obiad, reszta czasu pełna gotowość. Dużo pokory i podejście „gość jest najważniejszy”.
Renata: A rozmowa, która najbardziej zaskoczyła?
Marek: Toyota. Przyszło dwóch młodych pracowników — byli wysłani, żeby znaleźć rozwiązanie do szkolenia nowych pracowników. Zobaczyli Astorino i stwierdzili, że nie muszą szukać nic więcej. Potem zaczęły się „pielgrzymki”: wizytówki z różnych spółek Toyoty, a nawet z centrali. Osoby z Kawasaki mówiły, że część wizytówek „oprawią i powieszą”.
Co dalej z Astorino?
Renata: Kiedy produkt rośnie, rośnie też rola twórcy. Jak Ty to czujesz?
Marek: Jest trudniej. Pojawia się więcej tematów serwisowych, wsparcie użytkowników, odpowiedzialność. Ale to jest dopiero początek. Jeśli dostaniemy pełne zielone światło od Japonii, potencjał globalny jest bardzo duży — patrząc choćby na rynek i konkurencję.
Renata: I jest jeszcze jedna motywacja, którą podkreślasz.
Marek: Tak: pokazać światu, że w Polsce też potrafimy tworzyć technologie. Nie wszystko musi powstawać w Chinach czy gdzie indziej. „Made in Poland” na tabliczce znamionowej Astorino to powód do dumy.
Jedna rada na koniec
Renata: Gdybyś miał zostawić jedną myśl dla osób, które chcą stworzyć własny produkt technologiczny co by to było?
Marek: Nie poddawać się. Zawsze są góry i doliny. Jak idzie zbyt łatwo, to zwykle zaraz coś się wysypie. Czasem półroczna praca musi iść do kosza i zaczynasz od nowa. Potrzeba samozaparcia i pasji. Bo jeśli ktoś ma pasję, potrafi pociągnąć ludzi za sobą.
Renata: Tego się trzymajmy. Życzę, żeby Astorino zawojowało świat i żeby polska myśl inżynierska była coraz bardziej doceniana. Moim gościem był Marek Niewiadomski twórca Astorino. Marku, dziękuję za rozmowę.
Marek: Dzięki, dzięki również.









































































