Treści
Od hobby do epicentrum światowej robotyki
Od hobby do epicentrum światowej robotyki
Wynalazca robota Astorino opowiada o swojej drodze od pomysłu i jego realizacji w domowym zaciszu, do wejścia jego wynalazku na wymagający japoński rynek.
Wszystko zaczęło się dość niepozornie, jako projekt hobbystyczny. Zawsze pasjonowałem się elektroniką i robotami, a czas pandemii w 2020 roku, gdy nie można było swobodnie wychodzić z domu, paradoksalnie sprzyjał skupieniu się na konstruowaniu. Robot Astorino powstał właśnie wtedy. Nie przypuszczałem, że doprowadzi mnie do Japonii i będzie konkurował z tamtejszymi konstrukcjami.
W ASTOR przeszedłem drogę od praktykanta do specjalisty w dziale robotów przemysłowych. Firma pozwoliła nadać projektowi profesjonalny bieg. Zaczęliśmy budować egzemplarze sprzedawane w Polsce i w innych krajach. Dzięki wieloletniej relacji ASTOR z Kawasaki Robotics udało się zainteresować moją konstrukcją także Japończyków. Początki Astorino w Japonii nie były jednak łatwe. Pierwsze roboty wysłane na testy do Kawasaki zostały ocenione jako produkt ewidentnie niegotowy na to, by wzbudzić większe zainteresowanie tamtejszego rynku. Trwały rozmowy dotyczące współpracy, ale brakowało entuzjazmu.
Prawdziwym punktem zwrotnym okazało się World Expo w Osace – globalna wystawa trwająca od kwietnia do października 2025 r. – gdzie Astorino został wystawiony pod marką Kawasaki, i jak się okazało, wzbudził ogromne zainteresowanie. Menedżerowie z Kawasaki zrozumieli, że mają w zasięgu ręki produkt z ogromnym potencjałem rynkowym, a inni przedstawiciele branży dostrzegli, że w Europie dzieje się coś, obok czego nie mogą przejść obojętnie. Rozpoczęła się lawina pytań, a ja i firma ASTOR stanęliśmy przed ogromnym wyzwaniem technicznym.
Standardy wyższe niż szczyt Fuji
Współpraca z Kawasaki przy wprowadzeniu robota Astorino na japoński rynek to dla nas ogromne wyróżnienie, ale dla tej japońskiej firmy to bezprecedensowa sytuacja. W historii tej korporacji o miliardowych obrotach, która produkuje nie tylko roboty, ale też statki, okręty, turbiny, nie było wcześniej produktu stworzonego poza tą firmą. To sprawiało, że zarząd Kawasaki na wszystkich szczeblach musiał przeorganizować swoje podejście do własnych produktów, a nam narzuciło rygor, jakiego wcześniej nie znaliśmy. Usłyszałem wprost: jeśli coś ma mieć logo Kawasaki, musi być tak samo dobre, a nawet lepsze niż produkty japońskie.
W październiku 2025 r. udałem się do Japonii, by wziąć udział w mozolnym procesie ewaluacyjnym naszego robota. Musiałem zmierzyć się z całą listą wymagań technicznych. W Europie to wytwórca deklaruje, że jego produkt spełnia unijne wymogi w zakresie bezpieczeństwa, zdrowia i ochrony środowiska. Taka deklaracja wystarczy, by posługiwać się znakiem CE (fr. Conformité Européenne). Dla Japończyków deklaracje producenta nie są wiążące. Wymagali od nas za to zewnętrznych certyfikatów, m.in. od TÜV, potwierdzających zgodność z dyrektywą maszynową i normami kompatybilności elektromagnetycznej (EMC). Ewaluacja trwała około tygodnia i polegała na wielogodzinnym analizowaniu zgodności z listą wymogów technicznych, korekcie błędów, czy to występujących na poziomie oprogramowania, czy mechanicznych. Większość poprawek udało się wprowadzić na miejscu, ale część zabraliśmy ze sobą jako pracę domową. Nawet detale miały znaczenie – na prośbę Japończyków zmieniliśmy kolor przycisku resetu z szarego na niebieski, by był zgodny z ich interpretacją norm funkcjonalnych.

Ewaluacja techniczna w Japonii była lekcją pokory i wytrwałości. Japońska kultura pracy jest niesamowita – czasem oznacza to pracę po 15 godzin dziennie. Gdy przyjeżdżaliśmy do fabryki o 8:00 rano, nasi partnerzy już tam byli; gdy wychodziliśmy o 17:00, oni zostawali na kolejne spotkania. Zaskoczyła mnie tamtejsza hierarchiczność. Dowiedziałem się, że posiadacz „pionowej wizytówki” to szef, któremu wszyscy się kłaniają, a jego słowo jest święte. Zdarzało się, że ustalenia poczynione z inżynierami niższego szczebla były rewidowane przez głównego konstruktora, co wymagało od nas błyskawicznej adaptacji.
Jednak mimo różnic kulturowych i bariery językowej, lody pękały podczas wieczornych wspólnych posiłków, które są tam nieodłącznym elementem budowania relacji biznesowych. Proces tygodniowej ewaluacji doprowadził do powstania nowej wersji robota – wersji C, która została skonstruowana od podstaw, by spełnić wyśrubowane wymagania.
W grudniu 2025 r. Astorino został wystawiony na prestiżowych targach iREX w Tokio. Największym zaskoczeniem było dla mnie zainteresowanie ze strony japońskiego przemysłu samochodowego. Wysłannicy z różnych szczebli korporacyjnej hierarchii mocno przyglądali się polskiemu robotowi. Okazało się, że od dawna poszukiwali rozwiązania do szkolenia nowych pracowników linii montażowych. Fakt, że japońscy producenci samochodów, którzy w swoich fabrykach masowo korzystają z robotów Kawasaki Robotics zwrócili uwagę na Astorino, był dla japońskiego oddziału Kawasaki ogromnym powodem do dumy.
Co dalej?
Obecnie proces ewaluacji z naszej strony jest zakończony. Cała dokumentacja, filmy z testów i poprawki zostały dostarczone. Czekamy teraz na „zielone światło” od Kawasaki Heavy Industries (KHI) – korporacji-matki, bez której zgody marketingowej i technicznej żaden dział nie może ruszyć ze sprzedażą.
Całe to doświadczenie nauczyło mnie, jak ogromnej wiedzy inżynierskiej potrzeba do zaprojektowania rozwiązań pozornie prozaicznych oraz jak wiele wysiłku wymaga dostosowanie produktu do globalnych norm. Mam nadzieję, że już wkrótce Astorino na dobre zagości na japońskim rynku, udowadniając, że za polskimi produktami stoi i wiedza, i determinacja, i olbrzymi potencjał biznesowy.
