Treści

Jak unikać pięciu najczęstszych błędów przy robotyzacji

Robotyzacja

Jak unikać pięciu najczęstszych błędów przy robotyzacji

Krótkowzroczność w obszarze finansów, technologii i zarządzania ludźmi może sprawić, że inwestycja w robota nie przyniesie spodziewanych rezultatów. Można temu jednak zapobiec.

Najbardziej wyrazistym symbolem nieudanej inwestycji w robotyzację jest urządzenie, które zamiast pracować, stoi bezczynnie w kącie hali produkcyjnej i pokrywa się kurzem. Taki widok nie tylko oznacza stracone pieniądze, ale również skutecznie zniechęca inwestorów i pracowników do dalszych prób automatyzacji. Aby uniknąć efektu domina, który prowadzi do porażki projektu, warto zidentyfikować kluczowe pułapki już na etapie planowania. Oto pięć najczęstszych błędów:

1. Brak uzasadnienia biznesowego i celu (ROI)

Wiele firm decyduje się na zakup robota pod wpływem impulsu, chęci dorównania konkurencji lub dostępności zewnętrznego finansowania. Wiele projektów zaczyna się od pytania, jakiego robota powinniśmy kupić. Tymczasem właściwe pytanie brzmi, jaki problem chcemy rozwiązać.

Robot nie jest celem samym w sobie. Ma pomóc wyeliminować konkretne ograniczenie: zbyt niską wydajność, problemy z jakością, wysokie koszty pracy, brak operatorów czy ryzyko związane z wykonywaniem niebezpiecznych czynności. Jeżeli przed rozpoczęciem projektu firma nie potrafi jasno określić celu biznesowego także w kategoriach finansowych, a więc stworzyć metody rzetelnej weryfikacji zwrotu z inwestycji (ROI), bardzo trudno będzie jej później ocenić, czy ta była sukcesem.

Warto przy tym spojrzeć na ROI dość szeroko, bo zakup robota, czy zrobotyzowanej linii nie ogranicza się wyłącznie do oszczędności kosztów pracy. Przynosi również korzyści, które trudniej wyrazić w złotówkach:

  • wyższą jakość,
  • większą powtarzalność,
  • ograniczenie reklamacji,
  • poprawę bezpieczeństwa,
  • możliwość zwiększenia produkcji bez rozbudowy zakładu,
  • większą przewidywalność procesów.

Uwzględnienie tych czynników pozwala znacznie lepiej ocenić rzeczywistą wartość inwestycji.

2. Brak precyzyjnych założeń projektowych i warunków brzegowych

Kolejną pułapką jest niespisanie założeń technicznych, takich jak:

  • wymagana wydajność maszyny,
  • sposób i dokładność pozycjonowania detali dostarczanych do robota,
  • tryb pracy (jedno- czy trzyzmianowy) oraz liczba operatorów.

Brak tych parametrów na początku sprawia, że w trakcie montażu, gdy pewnych procesów nie da się już cofnąć, okazuje się, że maszyna nie spełnia realnych potrzeb zakładu, nie rozwiązuje problemu, który miała rozwiązać.

 W opracowywaniu wspomnianych założeń i warunków warto też zadbać o to, by nie automatyzować źle zaprojektowanego procesu. Jeżeli ten jest nieuporządkowany, pełen wyjątków i niepotrzebnych czynności, robot będzie je konsekwentnie wykonywał, a automatyzacja nie przyniesie optymalizacji.  Dlatego przed robotyzacją warto przeanalizować przebieg procesu i odpowiedzieć na kilka pytań:

  • które operacje nie wnoszą wartości,
  • gdzie występują przestoje,
  • jakie są źródła zmienności,
  • czy można uprościć przepływ detali i półproduktów.

Często niewielkie zmiany organizacyjne pozwalają osiągnąć znaczną poprawę jeszcze przed wdrożeniem robota.

3. Rozbieżne oczekiwania – nierealne harmonogramy

Rozbieżności ujawniają się już na etapie przedzakupowych negocjacji, w trakcie których inwestorzy często skupiają się wyłącznie na najniższej cenie, co prowadzi do wyciskania budżetu integratora „jak cytryny”. Tymczasem zbyt mocne cięcie kosztów niszczy projekty, ponieważ zabiera „budżet ryzyka” na niezbędne korekty, które pojawiają się niemal przy każdym wdrożeniu. Takie podejście nastawione na cenę często nie bierze też pod uwagę faktu, że moment uruchomienia robota nie oznacza zakończenia projektu. To dopiero początek etapu optymalizacji. Najlepsze zakłady regularnie analizują wyniki stanowiska, wprowadzają korekty programu, usprawniają organizację pracy i wykorzystują doświadczenia przy kolejnych wdrożeniach. Robotyzacja jest procesem ciągłego doskonalenia, a nie jednorazowym zakupem. Także cena wynegocjowana na początku nie obejmuje całości wydatków. Znacznie ważniejszy jest całkowity koszt eksploatacji (TCO) uwzględniający takie czynniki jak:

  • koszty serwisu i dostępność części zamiennych,
  • wsparcie techniczne po zakupie,
  • modułowość maszyny, która pozwala na jej przyszłe udoskonalanie.
  • Cena zaprojektowania stanowiska
  • Koszt dodatkowego wyposażenia, takiego jak chwytaki
  • Systemy bezpieczeństwa
  • Szkolenia

Kupno robota bez planu na jego utrzymanie jest jak kupno drogiego smartfona bez budżetu na etui, szkło hartowane czy dodatkowe miejsce w chmurze.

Robot Kawasaki Robotics pracujący przy paletyzacji

4. Brak profesjonalnego zarządzania projektem

Robotyzacja to nie tylko technologia, ale przede wszystkim ludzie. Błędem komunikacyjno-organizacyjnym, ale też zarządczym jest brak przygotowania załogi na zmiany. Pracownicy często boją się, że robot zabierze im pracę. Często po prostu wolą rozwiązana znane od nowych. Zamiast wrzucać ich na głęboką wodę warto:

  • Uspokoić i pokazać im nowe ścieżki rozwoju,
  • Zaoferować szkolenia podnoszące kwalifikacje,
  • Słuchać głosów pracowników z „linii frontu”, bo to oni najlepiej znają procesy i mogą zaproponować usprawnienia warte miliony.

Inny problem z tego obszaru polega na tym, że projekt jest też prowadzony zbyt wąsko – osoba odpowiedzialna za wdrożenie dąży jedynie do tego, by maszyna fizycznie stanęła w zakładzie, nie dbając o parametry jej rzeczywistej pracy, bo jej zadaniem było po prostu „wdrożyć robota”. Taka sytuacja może się pojawić, gdy do dużych inwestycji delegowane są osoby z małym doświadczeniem w prowadzeniu podobnych projektów, działające jedynie na bazie intuicji.  Aby uniknąć problemów z tego wynikających, warto korzystać ze sprawdzonych metodologii zarządzania projektami (np. Prince2, Agile), które pozwalają efektywniej przejść przez każdy etap wdrożenia.

Na koniec, współczesny menedżer musi mieć świadomość, jakie znaczenie w optymalizacji produkcji mają dane. Nowoczesne roboty generują ogromne ich ilości. Dane o czasach cyklu, liczbie zatrzymań, alarmach czy wykorzystaniu stanowiska mogą być cennym źródłem wiedzy o procesie. Jeżeli jednak firma ich nie zbiera i nie analizuje, traci możliwość ciągłego doskonalenia produkcji. Dlatego właśnie robotyzacja powinna być elementem szerszego ekosystemu obejmującego rozwiązania MES, SCADA czy platformy analityczne wykorzystujące sztuczną inteligencję, a proces implementacji powinien być prowadzony z myślą o przyszłym wykorzystaniu danych do dalszej optymalizacji.  

5. Pomijanie czynnika zmiany

Produkcja rzadko wygląda tak samo każdego dnia. Zmieniają się produkty, partie, opakowania, a czasem nawet sposób dostarczania komponentów. Projektując stanowisko zrobotyzowane, należy uwzględnić tę zmienność. Im wcześniej zostanie ona zidentyfikowana, tym łatwiej przygotować rozwiązanie odporne na zmiany w przyszłości. Jest to szczególnie ważne w zakładach produkujących krótkie serie lub często zmieniających asortyment. Projektując stanowisko, łatwo skupić się wyłącznie na bieżących potrzebach. Tymczasem robot będzie pracował przez wiele lat.

Warto więc zastanowić się:

  • czy linia będzie rozbudowywana,
  • czy planowane jest zwiększenie produkcji,
  • czy pojawią się nowe warianty produktów,
  • czy stanowisko będzie można łatwo przezbroić.

Elastyczność staje się dziś jedną z najważniejszych cech nowoczesnych systemów produkcyjnych.

Podsumowując:

Sukces w robotyzacji nie zależy wyłącznie od zaawansowania technologicznego samej maszyny, ale od całościowego i świadomego podejścia do procesu jej wdrożenia. Kluczem do uniknięcia „efektu kurzącego się robota” jest rzetelne uzasadnienie biznesowe, precyzyjne określenie założeń technicznych oraz realne planowanie zarówno harmonogramu, jak i całkowitych kosztów eksploatacji (TCO).

Równie istotne, co parametry techniczne, okazuje się odpowiednie przygotowanie załogi na nadchodzące zmiany oraz wsłuchanie się w głos pracowników liniowych, którzy najlepiej znają realia procesu produkcyjnego. Traktowanie robotyzacji jako strategicznej, wieloetapowej inwestycji opartej na profesjonalnym zarządzaniu i szczerej komunikacji pozwala nie uniknąć kosztownych błędów i zbudować solidny fundament pod dalszy rozwój i konkurencyjność przedsiębiorstwa.




Avatar photo

Mateusz Czerwonka

Menedżer ds. kluczowych klientów, robotyk, konsultant, trener. Odpowiedzialny za współprace z partnerami wdrożeniowymi jak i klientami końcowymi. Prowadził projekty sprzedażowe oraz wdrożeniowe w zakresie robotyzacji procesów produkcyjnych. Konsultował realizacje w branży budowlanej, farmaceutycznej i meblarskiej. Wspiera i promuje działania w budowaniu map drogowych do Przemysłu 4.0. Bazuje na najnowszych trendach w dziedzinie automatyzacji, cyfryzacji i robotyzacji, które następnie wykorzystuje do unowocześniania zakładów produkcyjnych w Polsce. Jego projekty opisują trzy słowa - elastycznie, efektywnie i efektownie.

Temat jest dla Ciebie interesujący? Napisz wiadomość do autora i zdobądź ciekawy kontakt.

TAGI:

Czytaj więcej

Czytaj więcej
Czytaj więcej
Czytaj więcej

Treści

Jak dzięki robotyzacji walczyć z problemem rotacji pracowników produkcji

Robotyzacja

Jak dzięki robotyzacji walczyć z problemem rotacji pracowników produkcji

Współczesne zakłady przemysłowe mierzą się z wyzwaniem, które generuje gigantyczne koszty i problemy: wysoką rotacją pracowników. Aby skutecznie zarządzać tym zjawiskiem, przedsiębiorstwa coraz częściej wykorzystują robotyzację, traktując ją nie jako narzędzie do redukcji etatów, lecz jako okazję do stworzenia atrakcyjnego, zmiennego środowiska pracy i strategiczną inwestycję w rozwój kadr i de facto kreowanie nowych stanowisk.

Demograficzne wyzwania rynku pracy

Źródłem obecnego przyspieszenia rotacji są głębokie zmiany społeczne i technologiczne, które kształtują oczekiwania młodych pokoleń wchodzących na rynek pracy. Młodzi pracownicy nie tylko czekają na zmiany, ale wręcz deklarują, że potrzebują gwarancji zmienności obowiązków, środowiska i charakteru pracy. Dla przedstawicieli młodych pokoleń posiadanie kilku różnych wpisów w CV, świadczących o różnych doświadczeniach zawodowych stało się „must have”.

Ta potrzeba zmienności jest potęgowana przez technologie, zwłaszcza rozwiązania mobilne, które z ludźmi wchodzącymi obecnie na rynek pracy są praktycznie od wczesnego dzieciństwa. Nieustannie dostarczają nowych bodźców, utrudniają utrzymanie uwagi, co prowadzi do szybkiego pojawiania się nudy oraz chęci zmiany.

Firmy, zwłaszcza te, które wytwarzają te same produkty nawet przez 20 lat, w procesie który składa się z szeregu powtarzalnych i dość monotonnych czynności, obecnie coraz częściej stają przed wyzwaniem, jak zapewnić pracownikom oczekiwaną zmienność.

Problem nie polega przy tym wyłącznie na tym, by zapewnić pracownikom dobrostan, ale co ważniejsze z punktu prowadzenia biznesu produkcyjnego, by utrzymać ich wysoką efektywność. Okazuje się bowiem, że rotacja wymuszona przez rynek i potrzebę zmian obserwowaną wśród pracowników prowadzi do drastycznego spadku jakości pracy. Osoby często zmieniające swoje funkcje, nie mają wystarczająco dużo czasu na wdrożenie się, zaangażowanie i dokładne poznanie swojej działki, a już przechodzą do następnego zadania. Dodatkowo, w polskich realiach demograficznych, gdzie liczba osób chętnych do pracy – zwłaszcza wśród przedstawicieli młodych pokoleń – systematycznie maleje, firmy muszą szukać alternatyw i efektywniej wykorzystywać potencjał ludzki.

Robotyzacja i konieczność zarządzania zmianą

W obliczu rosnącej rotacji pracowników robotyzacja staje się strategicznym sposobem na zarządzanie kadrami firm produkcyjnych. I nie chodzi tu o pozbywanie się pracowników i zastępowanie ich robotami, bo te wciąż potrzebują obsługi. Chodzi raczej o zbudowanie takiej architektury produkcji, by inwestycja w roboty szła w parze z inwestycją w ludzi. Firmy muszą i coraz częściej zwracają uwagę na konieczność przygotowania stanowisk i struktury organizacyjnej w taki sposób, by odnieść się do zmian demograficznych pojawiającą się w obecnych i przyszłych pokoleniach.

W efekcie coraz częściej, gdy maszyna przejmuje powtarzalne, manualne czynności, dotychczasowi pracownicy produkcji są zachęcani lub nakłaniani do zmiany swojego profilu zawodowego i zdobywania nowej wiedzy i umiejętności, co zapewnia im upragnioną zmienność i perspektywy rozwoju.

Robotyzacja w tym kontekście otwiera dwie główne ścieżki rozwoju zawodowego dla pracowników:

1. Ścieżka inżynierska (twarde umiejętności): wdrażanie, obsługa, serwisowanie lub wymyślanie nowych zastosowań dla maszyn, co wymaga nauki nowych, twardych kompetencji.

2. Ścieżka miękka/biznesowa: obejmująca stanowiska kierownicze (np. menedżer projektu) lub skupienie się na ciągłym doskonaleniu procesu. Ludzie są niezbędni do tworzenia lepszych pomysłów i optymalizacji. W wielu kontekstach nastawienie na bodźce zewnętrzne pozwala ludziom reagować szybciej i widzieć pewne rzeczy lepiej niż maszyny.

Dla menedżerów produkcji zarządzanie zmianą równocześnie w wymiarze technologicznym i ludzkim staje się więc głównym zadaniem. Wymaga stworzenia planu, który pozwoli po robotyzacji nie redukować zatrudnienia, a raczej rozwijać zespoły w firmie i poszerzać pole ich działania. 

Źrodło: Raport HumanImpact™

Raport HumanImpact 2025 pokazuje, że dzięki tej dynamice redukcja zatrudnienia wynikająca z automatyzacji nie jest tak duża, jak można sądzić z niektórych doniesień medialnych (patrz rysunek powyżej).

Kluczowa rola edukacji w walce z rotacją pracowników

Aby rzeczywiście pracownicy mogli koegzystować z robotami w środowisku produkcyjnym z największym pożytkiem dla całej organizacji, musi pojawić się kluczowy składnik zmiany: edukacja. Firmy, które strategicznie podchodzą do rozwoju kadr, osiągają wymierne korzyści. Wiele organizacji zaczyna już to dostrzegać.

Jedna z firm z branży elektronicznej z południa Polski zauważyła, że pracownicy zostają na jednym stanowisku średnio przez dwa lata, ale po zmianie funkcji potrzebują roku, żeby osiągnąć pełną wydajność. Oznacza to, że przez połowę ich pracy w firmie, ich wydajność jest grubo poniżej ich możliwości. Dla firmy oznacza to realne straty finansowe.

Wysokie koszty generowane przez rotację skłoniły więc zarząd wspomnianej firmy do porównania wydatków. Wyszło na to, że gdyby środki, które organizacja traciła przez rotację, przeznaczyć na szkolenia dla pracowników, zmniejszyłaby się rotacja i najprawdopodobniej wzrosłyby przychody i zyski. Firma poszła tym tropem i zorganizowała coś na kształt wewnętrznej szkoły dla pracowników.

Do podobnych wniosków dochodzą też inni przedsiębiorcy. Coraz więcej firm buduje własne centra edukacji wewnętrznej, które mają za zadanie dzielić się wiedzą z nowymi pracownikami i dawać ludziom przestrzeń do samodzielnego rozwoju. Takie działania pozwalają docierać do osób, które chcą się rozwijać, które gotowe są inwestować swój czas w naukę nowych umiejętności i widzą w firmie przestrzeń rozwojową. Zapewnienie swobody i narzędzi do rozwoju skutkuje tym, że pracownicy np. inżynierowie procesu, sami przychodzą z przemyślanymi optymalizacjami.

Robot edukacyjny Astorino

Wybrane firmy inwestują także w edukację poza swoimi zakładami. Poprzez dostarczanie urządzeń szkoleniowych (takich jak np. roboty edukacyjne Astorino) do placówek edukacyjnych współpracujących z nimi, zapewniają, że na rynek pracy trafiają osoby, które już znają robotykę, co jest traktowane jako inwestycja w przyszłość rynku.

Przykłady firm i podejmowanych działań

1. Firma działająca w branży przetwórstwa tworzyw sztucznych miała problem z pozyskaniem samodzielnych pracowników na linie produkcyjne. Zarządowi zależało na tym, by zatrudniać osoby, które chcą robić więcej niż tylko zajmować się prostym pakowaniem. Oferty rekrutacyjne kierował do tych którzy chcą iść „do pracy”, a nie „do roboty”. Aby pozyskać takich pracowników firma zaczęła dbać o szkoły w swoim otoczeniu, nakłaniając je do większego zaangażowania. Zaczęła zatrudniać absolwentów techników na umowę o pracę, oferując wsparcie w podejmowaniu studiów (np. w zakresie robotyki).

2. W firmie produkującej wyroby metalowe początkowe obawy przed robotami udało się przezwyciężyć dzięki oddolnej inicjatywie mistrza spawalni, który znalazł zrobotyzowane rozwiązanie dopasowane do konkretnych potrzeb. Wdrożenie nie doprowadziło do redukcji zatrudnienia, przeciwnie, powstała potrzeba zatrudnienia pracownika do obsługi i rozwoju robotów. Instalacja pozwoliła zwiększyć wydajność produkcji, a jednocześnie przyspieszyła rozwój pracowników w kierunku programowania robotów oraz przygotowania oprzyrządowania. Pracownicy wykonujący powtarzalne prace spawalnicze zostali przesunięci do bardziej rentownych zamówień, dzięki czemu mogą rozwijać swoje umiejętności. Co ważne, po pierwszym wdrożeniu zespół zaczął sam wychodzić z propozycjami kolejnych usprawnień i zastosowań robotyzacji.

3. Polski oddział globalnej technologicznej firmy działający na północy Polski aktywnie buduje własne centra edukacji, dzieląc się wiedzą z nowymi pracownikami, dając im przestrzeń do rozwoju.

Podsumowanie

Robotyzacja nie polega jedynie na implementacji rozwiązań technologicznych automatyzujących proces produkcji. Jest też nowym podejściem do zarządzania kapitałem ludzkim. W firmach produkcyjnych roboty stają się narzędziem wspierającym rozwój, które umożliwia przekierowanie pracowników do zadań o większej wartości dodanej i zapewnia oczekiwaną przez młode pokolenia przestrzeń do ciągłej zmiany. Żeby inwestować w roboty, firmy muszą rozumieć, gdzie te maszyny będą miały szansę realnie pomagać, a w efekcie zarabiać na siebie. Dlatego potrzebują ludzi, którzy będą widzieć, gdzie jest największa wartość z inwestycji i na jakie potrzeby robotyzacja ma odpowiadać. Jeśli w procesie automatyzacji firmy będą stawiać na człowieka, robotyzacja będzie znacznie mniej inwazyjna, pracownicy bardziej zaangażowani, a one same znacznie bardziej efektywne procesowo i biznesowo.

Avatar photo

Mateusz Czerwonka

Menedżer ds. kluczowych klientów, robotyk, konsultant, trener. Odpowiedzialny za współprace z partnerami wdrożeniowymi jak i klientami końcowymi. Prowadził projekty sprzedażowe oraz wdrożeniowe w zakresie robotyzacji procesów produkcyjnych. Konsultował realizacje w branży budowlanej, farmaceutycznej i meblarskiej. Wspiera i promuje działania w budowaniu map drogowych do Przemysłu 4.0. Bazuje na najnowszych trendach w dziedzinie automatyzacji, cyfryzacji i robotyzacji, które następnie wykorzystuje do unowocześniania zakładów produkcyjnych w Polsce. Jego projekty opisują trzy słowa - elastycznie, efektywnie i efektownie.

Temat jest dla Ciebie interesujący? Napisz wiadomość do autora i zdobądź ciekawy kontakt.

TAGI:

Czytaj więcej

Czytaj więcej
Czytaj więcej
Czytaj więcej

Treści

Jak zostać liderem zmiany technologicznej

Leadership

Jak zostać liderem zmiany technologicznej

Jesteś menedżerem średniego szczebla w firmie produkcyjnej. Dostrzegasz szansę na rozwój przedsiębiorstwa dzięki nowym rozwiązaniom. Wiesz, że technologiczna zmiana mogłaby nie tylko poprawić pozycję konkurencyjną firmy, ale też Tobie zagwarantować rozwój osobisty. Podpowiadamy, jak zacząć. 

To nasz pierwszy tekst z cyklu ”Lider zmiany w przemyśle przyszłości” – przeznaczonego dla osób, które czują, że zmiana w wymiarze technologicznym, w ich przedsiębiorstwach jest konieczna, a nie wiedzą jak się do niej zabrać. 

Dołącz do naszego newslettera, by otrzymać kolejne teksty, gdy tylko się pojawią.

 

Postęp w dziedzinie sztucznej inteligencji, automatyzacji i robotyzacji, Internetu rzeczy, rozwiązań z obszaru utrzymania ruchu czy wizualizacji procesów produkcyjnych, ale też zmieniające się otoczenie biznesowe sprawiają, że we współczesnych fabrykach i zakładach, zmiana technologiczna jest koniecznością. Tylko dzięki niej można zachować pozycję na rynku i szansę na wzrost.

Zmiana technologiczna nie może jednak polegać na implementacji wszelkich nowinek z rynku. Musi być przemyślana i dostosowana do specyfiki i rzeczywistych potrzeb zakładu produkcyjnego. Aby taką zmianę zainicjować i przeprowadzić, potrzebni są ludzie z właściwymi kompetencjami. Najczęściej tacy, którzy mają wystarczającą wiedzę techniczną, ale też dostateczne rozeznanie biznesowe, pozwalające oszacować potencjalny zwrot z inwestycji. To właśnie, najczęściej menedżerowie średniego szczebla tacy jak Ty. Osoby, które często bywają na hali produkcyjnej i rozumieją potrzeby operacyjne, ale też mają dobre relacje z zarządem i są w stanie przekonać najwyższe kierownictwo do pewnych działań inwestycyjnych. Dodatkowo, to osoby ambitne, które czerpią motywację także z tego, że widzą swoją ścieżkę rozwoju.

Kim jest lider zmiany?

Osoby, o których chcemy mówić piastują najczęściej stanowisko inżynierów, kierowników produkcji czy kierowników procesu, ale też funkcje bardziej korporacyjne np. działają jako jednoosobowe jednostki zajmująca się ciągłym doskonaleniem (continuous improvement). Mogą też być to osoby odpowiedzialne za inwestycje.

Poprzez swoją pozycję pomiędzy produkcją a zarządem, ci menedżerowie średniego szczebla są w idealnej pozycji by inicjować zmiany. Niemniej, jak pokazuje praktyka, wcale nie jest to proste.

Problemem mogą być rzecz jasna pewne ograniczenia osobiste, nieśmiałość, rozmaite obawy, strach przed odrzuceniem pomysłu. Bardzo często jest nim jednak kultura organizacyjna, która nie sprzyja inicjatywom oddolnym. W wielu przedsiębiorstwach produkcyjnych inicjatywy naprawcze przychodzą „z góry”. To zarząd wskazuje miejsca wymagające usprawnienia i egzekwuje wykonanie poleceń. Zadaniem pracowników niższych szczebli jest wprowadzenie zmiany technologicznej, ale nie czują się za nią odpowiedzialni. Nie czują sprawczości. W efekcie zmiana, nawet jeśli zostaje wprowadzona, ma znacznie mniejszy potencjał niż ta, której menedżer średniego szczebla jest ambasadorem. Problemem dla inicjatora zmiany może być też organizacja, która nie toleruje ryzyka. W takiej firmie mało kto chce podejmować naprawdę rewolucyjne działania.

Co może zrobić inicjator zmiany?

Sposobem na otwarcie kultury organizacyjnej na inicjatywy oddolne może być wprowadzenie tablicy z pomysłami. Pracownicy nalepiają na niej karteczki, na których piszą, co ich zdaniem wymaga naprawy. To praktyka stosowana w wielu organizacjach, ale często niewystarczająca, by pomysły przekładały się na działające rozwiązania. Nie sprawdza się wówczas, gdy pracownicy na karteczkach piszą tylko uwagi krytyczne. Pewna firma z branży metalowej postawiła na inną strategię. Karteczki można było przylepiać pod warunkiem, że osoba zgłaszająca zastrzeżenia, zaproponowała też konkretne wdrożenie i była w stanie oszacować jakie korzyści firma może odnieść z implementacji i to nie tylko w wymiarze operacyjnym, ale też biznesowym. W firmie tej, osoby z najlepszymi pomysłami stawały się kierownikami projektów i pracowały przy ich realizacji.

Tablica z pomysłami, źródło: Biznes i Produkcja

Tablica to jednak tylko narzędzie. Aby zmiany rzeczywiście się zadziały menedżer średniego szczebla musi samodzielnie zrobić rozeznanie i dowiedzieć się, jakie obszary funkcjonowania przedsiębiorstwa wymagają usprawnień i sprawić by stosowne działania zostały podjęte. To wymaga całego szeregu kompetencji interpersonalnych, bo po pierwsze musi udać się na halę produkcyjną i tam porozmawiać z osobami obsługującymi linie produkcyjne, by ustalić ich największe punkty bólu. Po drugie musi udać się do swoich przełożonych i rozmawiając ich językiem przekonać ich do inwestycji w konkretne rozwiązanie. Musi umieć nie tylko pokazać konkretne korzyści w wymiarze finansowym, ale też sens biznesowy. Dobrze jest, jeśli inicjator zmiany w trakcie rozmów z zarządem jest w stanie podeprzeć się materiałami przygotowanymi przez zewnętrzną organizację, think-tank czy uczelnię. Wówczas zwiększa swoje szanse na wdrożenie zmiany. Czasem musi też porozmawiać z osobami na równoległych stanowiskach, by zyskać po pierwsze wsparcie, a po drugie koalicjantów, którzy pomogą mu przekonać zarząd. Czasem taka koalicja ma większą siłę perswazji.

W jednej z podkrakowskich firm inicjatorem i promotorem zmiany w organizacji był dwuosobowy zespół. Jeden z jego członków miał kompetencje technologiczne, drugi biznesowe. Razem byli w stanie przedstawić zarządowi kompletną wizję zmiany, wskazując zarówno na biznesowe (ROI) jak i operacyjne konsekwencje.

Przy inicjowaniu zmiany bardzo ważne jest rozeznanie w obszarze trendów technologicznych i biznesowych. Osoba inicjująca zmianę musi wiedzieć co jest możliwe i co jest optymalne z technicznego punktu widzenia, a co z biznesowego. Aby taką wiedzę posiąść wskazane jest uczestnictwo w targach branżowych, ale też śledzenie zaufanych publikacji, w których o najnowszych trendach mówią branżowi eksperci. Czasem takich ekspertów można znaleźć na przykład na YouTube czy Linkedinie. Rozeznanie w trendach umożliwiają też rozmaite kontakty osobiste, czy to wewnątrz czy na zewnątrz organizacji, a także kursy i szkolenia.

O tym jak te kompetencje i tę wiedzę wykorzystać w praktyce piszemy w trzech poniższych studiach przypadku. Przedstawiamy w nich przykłady osób, którym udało się oddolnie zainicjować zmianę i przeprowadzić modernizację technologiczną w swoich organizacjach.

Studia przypadku 

Pani Katarzyna karierę zaczęła w jednej z rozgłośni radiowych. Następnie przez wiele lat pracowała w sektorze bankowym. Przeszła drogę od szeregowego pracownika do osoby nadzorującej fuzje oraz testowanie nowych rozwiązań technologicznych. W kolejnym etapie dostała propozycję pracy w firmie rodzinnej, gdzie zajmowała się prowadzeniem projektów i rozwojem strategii. Następnie trafiła do dużego koncernu z branży drukarskiej przejętego przez spółkę z Wielkiej Brytanii. Właśnie tutaj, dzięki bogatemu doświadczeniu dała się poznać jako lider zmiany. Pani Katarzyna zaproponowała, by z polskiej fabryki uczynić centrum badawczo rozwojowe dla całej grupy, w dużej mierze autonomiczne, więc problem z uzgodnieniem schodził na dalszy plan. Nie tylko zgłosiła taki pomysł, ale też opracowała sposób jego finansowania. W rezultacie powierzono jej prowadzenie tego projektu, którego technologiczny komponent polegał na badaniu automatyzacji działań intralogistycznych z wykorzystaniem sztucznej inteligencji. Dzisiaj Pani Katarzyna jest w zarządzie spółki. W przeprowadzeniu zmiany pomogło jej nie tylko własne doświadczenie, wiedza z obszaru finansów i prowadzeniu projektów, ale też umiejętność poszukiwania nowych informacji, głównie dotyczących rozwiązań technicznych wewnątrz i na zewnątrz organizacji.

Pan Maciej jest synem właściciela firmy produkującej materiały budowlane. Wcale nie oznacza to, że w organizacji ojca od razu pełnił najwyższe funkcje zarządcze. Zaczynał od prostych zadań: przenoszenia towarów, produkcji ręcznej, zajmował się nawet przezbrajaniem maszyn. Następnie przeszedł do funkcji kierowniczych, ale też przechodził poszczególne szczeble. Co do zasady, dzieci właścicieli nieczęsto zgłaszają nowe pomysły innowacyjne. Pan Maciej , będąc już na stanowisku dyrektora produkcji, mając kilkudziesięciu podwładnych, na zainicjowanie dużej zmiany się zdecydował. Gdy pojawiła się możliwość otrzymania dotacji na działania modernizacyjne w zakładach przemysłowych, Panu Maciejowi udało się nie tylko pozyskać dofinansowanie, ale też opracować plan modernizacji produkcji w nowej hali produkcyjnej. Sam wyszukiwał technologiczne rozwiązania w Internecie, zasięgnął również wiedzy jak jest w innych tego typu firmach w branży, ale kiedy zrozumiał, że potrzebuje wsparcia skontaktował się z zewnętrznymi firmami, które pozwoliły mu zdobyć niezbędną wiedzę w dziedzinie robotyzacji i automatyzacji. Był nie tylko inicjatorem zmiany, nie tylko zapewnił potrzebne finansowanie, ale był też osobą nadzorującą cały proces implementacji nowych rozwiązań. Był obecny na każdym etapie montażu i uruchamiania kolejnych komponentów. W efekcie dzisiaj, już jako dyrektor operacyjny całego przedsiębiorstwa, jest w stanie zejść do hali produkcyjnej i zmienić ustawienia procesu produkcji. Dzięki otwartości na nową wiedzę zrozumiał, jak przez pryzmat zwrotu z inwestycji (ROI) patrzeć na biznesowe aspekty nowych rozwiązań technologicznych.

Pan Piotr pracował w dziale inżynierii procesu w jednej z firm z branży metalurgicznej, zatrudniającej ok. 150 osób. W pewnym momencie zaczął robić podsumowania ze spotkań, na których pojawiały się pomysły prostych usprawnień. Rozsyłał je do zainteresowanych osób. Po jakimś czasie zaczął być kojarzony w organizacji z myśleniem nakierowanym na innowacyjność. Kiedy w firmie pojawiła się potrzeba rozbudowy produkcji i budowy nowej hali, kierownictwo zwróciło się właśnie do niego. Pan Piotr został kierownikiem jednoosobowego działu ds. rozwoju i jakości. Kierownictwo założyło, że on wie najlepiej jakie maszyny będą potrzebne, jak wygląda proces i technologia. Mimo wielu zebranych pomysłów i doświadczenia jego wiedza była niepełna. Dostał do dyspozycji nową halę, ale nie wiedział, jak wypełnić ją maszynami, zwłaszcza że w przemyśle metalurgicznym i w jego zakładzie produkcja musi być bardzo elastyczna, bo zlecenia zmieniają się kilka razy w tygodniu. Mimo deficytu wiedzy Pan Piotr nie przeraził się zadania. Zwrócił się do kilku podmiotów zewnętrznych, które znane są z konsultacji i wsparcia stref przemysłowych, zbadał również rynek rozwiązań. Potrafił też zaangażować dyrektora produkcji w prace innowacyjne. Stworzony tandem pozwolił na przygotowanie analizy i materiałów broniących cały projekt. Zebrana z rynku wiedza pozwoliła mu zrealizować powierzone zadanie. Dodatkowo Pan Piotr otworzył organizację na nowe podejście do zbierania pomysłów. W ramach swojego zadania zapoczątkował warsztatowe spotkania z zewnętrznym konsultantem, który zbierał inspiracje i tworzył z nich mapę drogową, stanowiącą później trzon projektów strategicznych w firmie.

 

To nasz pierwszy tekst z cyklu ”Lider zmiany w przemyśle przyszłości” – przeznaczonego dla osób, które czują, że zmiana w wymiarze technologicznym, w ich przedsiębiorstwach jest konieczna, a nie wiedzą jak się do niej zabrać. 

Dołącz do naszego newslettera, by otrzymać kolejne teksty, gdy tylko się pojawią.

Avatar photo

Mateusz Czerwonka

Menedżer ds. kluczowych klientów, robotyk, konsultant, trener. Odpowiedzialny za współprace z partnerami wdrożeniowymi jak i klientami końcowymi. Prowadził projekty sprzedażowe oraz wdrożeniowe w zakresie robotyzacji procesów produkcyjnych. Konsultował realizacje w branży budowlanej, farmaceutycznej i meblarskiej. Wspiera i promuje działania w budowaniu map drogowych do Przemysłu 4.0. Bazuje na najnowszych trendach w dziedzinie automatyzacji, cyfryzacji i robotyzacji, które następnie wykorzystuje do unowocześniania zakładów produkcyjnych w Polsce. Jego projekty opisują trzy słowa - elastycznie, efektywnie i efektownie.

Temat jest dla Ciebie interesujący? Napisz wiadomość do autora i zdobądź ciekawy kontakt.

TAGI:

Czytaj więcej

Czytaj więcej
Czytaj więcej
Czytaj więcej