Treści

Ile kosztuje wypadek? Kiedy kryterium finansowe jest zbyt wąskie

Intralogistyka

Ile kosztuje wypadek? Kiedy kryterium finansowe jest zbyt wąskie

Większość projektów automatyzacji rozpoczyna się od pytania o zwrot z inwestycji. Są jednak sytuacje, w których najważniejszą wartością staje się ograniczenie ryzyka. 

W jednym z dużych zakładów produkcyjnych działających w Polsce, ale należących do międzynarodowego koncernu spożywczego, doszło do bardzo niebezpiecznego zdarzenia. Operator wózka widłowego nie dostosował prędkości jazdy do warunków. Paleta została przepchnięta przez regał grawitacyjny aż do ściany hali. W efekcie powstały dwie strefy zgniotu – pomiędzy paletą a regałem oraz pomiędzy regałem a ścianą. Tym razem obyło się bez tragedii, jednak analiza wykazała, że gdyby w obu przestrzeniach znaleźli się ludzie, potencjalne konsekwencje mogły być bardzo poważne. 

Co istotne, klient już wcześniej traktował bezpieczeństwo jako priorytet. W realiach, w których znaczna część pracowników produkcyjnych pochodzi z firm outsourcingowych, operatorzy wózków widłowych pozostawali jedyną grupą zatrudnianą bezpośrednio przez zakład. Była to świadoma decyzja – osoby zajmujące się transportem wewnętrznym miały największy wpływ na bezpieczeństwo ludzi i ciągłość produkcji. Niezależnie od stażu pracy każdy operator przechodził regularne, coroczne szkolenia przypominające oraz dodatkowe ćwiczenia z bezpiecznej eksploatacji wózków.

Jednak mimo tak wysokich standardów organizacja doszła do wniosku, że nawet najlepiej wyszkolony człowiek nie jest w stanie całkowicie wyeliminować ryzyka błędu. 

Klient zadał sobie więc pytanie nie o koszt automatyzacji, lecz o koszt kolejnego podobnego zdarzenia. 

Potencjalne skutki obejmowały nie tylko zagrożenie życia i zdrowia pracowników, ale również wysokie odszkodowania, wielodniowe przestoje produkcji, utratę zaufania klientów, pogorszenie wizerunku marki, wzrost składek ubezpieczeniowych, konsekwencje prawne, trudności z rekrutacją pracowników po poważnym wypadku oraz negatywną reakcję inwestorów mogącą przełożyć się na wartość spółki. 

W efekcie zapadła strategiczna decyzja o zmianie filozofii transportu wewnętrznego. Nie oznaczało to całkowitej rezygnacji z wózków widłowych. Tam, gdzie charakter procesów – na przykład w magazynie – nadal wymagał ich wykorzystania, pozostały one elementem systemu. Natomiast wszędzie tam, gdzie wózki poruszały się w bezpośrednim sąsiedztwie pracowników produkcji i gdzie proces można było zautomatyzować, ich zadania przejęły autonomiczne roboty mobilne

Robot mobilny został zintegrowany z automatycznym centrum owijania, skanowania i etykietowania palet, dzięki czemu wyeliminowano ruch wózków w najbardziej wrażliwych strefach, ale również wyrównano takt time (tempo produkcji dostosowane do popytu), ograniczono zmienność procesu i zapewniono przewidywalny przepływ materiałów. Produkcja stała się bardziej stabilna, a bezpieczeństwo przestało zależeć wyłącznie od zachowania operatora. 

Dodatkowymi korzyściami było zmniejszenie kosztów pakowania, ponieważ maszyna automatyczna stosuje zmienny naciąg folii, równą liczbę owinięć dostosowaną do rodzaju produktu. Dane te, wprowadzone zostały do SAP oraz pobierane przez bazę danych. Dzięki temu zoptymalizowano zużycie folii i ustandaryzowano proces pakowania. Co ciekawe również za duże zużycie folii może skutkować karami od klienta końcowego. 

To przykład inwestycji, której nie obronił arkusz kalkulacyjny. Obroniło ją zarządzanie ryzykiem. Najlepsze projekty automatyzacji nie zawsze zastępują człowieka. Czasem po prostu chronią go przed największym zagrożeniem.

Avatar photo

Eliza Węgrzyn

Starszy Specjalista ds. systemów intralogistyki i robotyzacji w ASTOR

Temat jest dla Ciebie interesujący? Napisz wiadomość do autora i zdobądź ciekawy kontakt.

Czytaj więcej

Czytaj więcej
Czytaj więcej
Czytaj więcej

Treści

Czy warto zacząć od jednego robota mobilnego?

Intralogistyka

Czy warto zacząć od jednego robota mobilnego?

Nawet pojedynczy AMR może zmienić logikę transportu w zakładzie przemysłowym. Zainicjować zmianę technologiczną bezpośrednio przekładającą się na wydajność i przychody.

Rozmowa o robotach mobilnych (Autonomous Mobile Robot; AMR) i próba wyjaśnienia, czym są, często zaczyna się od prostego pytania: czy wiesz, jak wygląda wózek widłowy?

Większość osób wie. Mało tego, potrafi go sobie wyobrazić w ruchu: operator, maszt z przodu, paleta pobierana blisko „budy”, jazda do przodu, cofanie, manewry. To obraz dobrze zakorzeniony w wyobraźni osób, które były w hali produkcyjnej czy centrum logistycznym.

I właśnie dlatego robot mobilny taki jak AGILOX OFL robi tak duże wrażenie. Bo on ten obraz odwraca. Dosłownie. 

W AGILOX OFL to, co było przodem, przestaje nim być. Robot operuje „na końcu wideł”, a nie przy maszynie. „Plecy” stają się kierunkiem jazdy, a klasyczna logika wózka widłowego przestaje obowiązywać. To nie jest tylko różnica konstrukcyjna – to zmiana filozofii transportu wewnętrznego. 

Początek zawsze jest procesowy 

Wdrożenie robota mobilnego nie zaczyna się od pytań. 

  • Jak wygląda proces? 
  • Co dokładnie jest transportowane? 
  • W jakim rytmie pracuje zakład? 

Dopiero potem pojawiają się kwestie techniczne: 

  • klasyfikacja urządzenia (czy podlega pod Urząd Dozoru Technicznego),  
  • sposób nadzoru i rola operatora,  
  • infrastruktura komunikacyjna – przede wszystkim stabilna sieć Wi-Fi,  
  • warunki środowiskowe, takie jak jakość posadzki, temperatura czy wilgotność.  

Robot mobilny nie potrzebuje torów ani fizycznej infrastruktury, ale potrzebuje uporządkowanego świata, w którym może podejmować decyzje. 

Dobór robota to decyzja o logice transportu 

To, jak robot będzie pracował, zależy bezpośrednio od tego, jak zaprojektowany jest proces. Możliwości jest kilka, i każda z nich zmienia sposób działania zakładu: 

  • transport inicjowany przez operatora (np. z poziomu tabletu),  
  • integracja z systemem nadrzędnym (WMS, ERP),  
  • komunikacja z automatyką linii,  
  • pełna autonomia, w której robot sam generuje zadania.  

Rozwiązania oferowane przez AGILOX wpisują się w ten ostatni kierunek. Dzięki zdecentralizowanej logice działania każdy robot podejmuje decyzje samodzielnie, w czasie rzeczywistym, reagując na sytuację w zakładzie. 

To oznacza jedno: system nie tylko wykonuje polecenia, ale również współtworzy proces

Mapa zamiast torów 

Jednym z kluczowych etapów wdrożenia jest mapowanie przestrzeni

To moment, w którym fizyczna hala staje się środowiskiem cyfrowym. Co ciekawe, najlepszą praktyką jest rozpoczęcie mapowania… od środka. To tam powstaje najstabilniejszy punkt odniesienia, a błędy w dalszych częściach przestrzeni są minimalizowane. 

Na bazie mapy definiuje się: 

  • obszary, gdzie robot nie może wjechać,  
  • ścieżki przejazdu,  
  • kierunki ruchu,  
  • punkty interakcji z innymi systemami.  

Można również wymusić konkretne zachowania: 

  • wysyłanie sygnałów świetlnych i dźwiękowych,  
  • przestrzeganie priorytetów przejazdu,  
  • komunikację z liniami produkcyjnymi czy bramami.  

To właśnie tutaj robot „uczy się” świata i zaczyna się w nim poruszać z precyzją, której nie da się osiągnąć, gdy operator steruje nim ręcznie. 

Pierwszy ruch: od prostoty do integracji 

Pierwsza misja robota jest zazwyczaj najprostsza z możliwych: transport z punktu A do punktu B. 

I to wystarczy, by zobaczyć wartość. 

Z czasem jednak pojawia się potrzeba integracji: 

  • ze sterownikami (np. przez TCP/IP),  
  • z systemami nadrzędnymi poprzez API (często w formacie JSON),  
  • z całym ekosystemem produkcyjnym.  

Wtedy robot staje się elementem infrastruktury cyfrowej. 

Technologia wymaga dyscypliny 

Choć roboty mobilne eliminują wiele problemów operacyjnych, wprowadzają też nowe standardy. Regularne czyszczenie skanerów, dbałość o przejezdność tras czy kontrola stanu napędów pozwalają lepiej utrzymywać wydajność. Zanieczyszczone sensory oznaczają ograniczoną widoczność, a to przekłada się bezpośrednio na prędkość i efektywność pracy. Automatyzacja nie wybacza chaosu, ale za porządek odwdzięcza się stabilnością. 

Optymalizacja jako ciągły proces 

Największą siłą robotów mobilnych nie jest samo wdrożenie, ale to, co dzieje się później. 

Dzięki analizie danych można: 

  • optymalizować trasy,  
  • zmieniać logikę zleceń,  
  • skracać czasy transportu,  
  • zwiększać przepustowość bez zmiany infrastruktury.  

System rozwija się razem z organizacją. 

W tym kontekście doświadczenie firm takich jak ASTOR pokazuje, że wprowadzenie robota mobilnego nie jest projektem jednorazowym. To pierwszy krok w długofalowej transformacji. 

Nowa definicja transportu 

AGILOX OFL nie jest „lepszym wózkiem widłowym”. Jest czymś zupełnie innym. To system, który: 

  • nie potrzebuje operatora,  
  • nie wymaga dodatkowej infrastruktury,  
  • podejmuje decyzje w czasie rzeczywistym,  
  • skaluje się wraz z potrzebami zakładu.  

A fakt, że „plecy są z przodu”, jest tylko pierwszym sygnałem tej zmiany. 

Wnioski 

Transport wewnętrzny przez lata był traktowany jako tło dla produkcji. Dziś staje się jednym z kluczowych obszarów przewagi konkurencyjnej. Roboty mobilne, takie jak AGILOX OFL, automatyzują go i redefiniują.

I dlatego coraz częściej pytanie nie brzmi już: czy wdrażać roboty mobilne? 
Ale raczej: jak długo jeszcze możemy pozwolić sobie działać bez nich? 

Avatar photo

Eliza Węgrzyn

Starszy Specjalista ds. systemów intralogistyki i robotyzacji w ASTOR

Temat jest dla Ciebie interesujący? Napisz wiadomość do autora i zdobądź ciekawy kontakt.

Czytaj więcej

Czytaj więcej
Czytaj więcej
Czytaj więcej