Treści
Dlaczego firmy inwestują w intralogistykę
Dlaczego firmy inwestują w intralogistykę
Prawdziwe powody i bóle klientów, które sprawiają, że firmy stawiają na automatyzację w obszarze transportu wewnętrznego.
„Po co wam ten robot, po co automatyzacja tego procesu, dlaczego właściwie chcecie wdrożyć to rozwiązanie?” – często zadaję takie pytania partnerom z branży produkcyjnej: inżynierom procesu, kierownikom projektów czy szefom magazynów.
Z rozmów z nimi wynika, że żaden zakład nie decyduje się na automatyzację tylko po to, by mieć technologię dla samej technologii. Za decyzją stoją konkretne wyzwania, potrzeby, które trzeba zaspokoić. Czasami trudno je zrozumieć, np. w międzynarodowych koncernach, w których osoba decyzyjna w kwestii zakupu robota do polskiego zakładu znajduje się gdzieś w odległej centrali, w innym kraju. Jednak nawet wówczas można założyć, że inwestycja w intralogistykę nie zaczyna się od chęci posiadania nowoczesnego sprzętu. Nikt przecież nie kupuje robota sprzątającego do domu wyłącznie ze względu na pasję do gadżetów. Impulsem do decyzji jest konkretny problem, najczęściej braku czasu na sprzątanie. Tak samo jest w przemyśle – automatyzacja ma przynieść rozwiązanie realnych trudności operacyjnych.
Na podstawie obserwacji rynku oraz własnych doświadczeń branżowych wyróżniam trzy główne grupy czynników skłaniających firmy do realizacji projektów intralogistycznych: wyzwania związane z zasobami ludzkimi, kwestie bezpieczeństwa oraz potrzebę optymalizacji procesów operacyjnych.
Czynnik ludzki – brak rąk do pracy, rotacja i rosnące koszty
To zdecydowanie najczęstszy ból i powód, dla którego zakłady decydują się na automatyzację w obszarze transportu wewnętrznego. Niemal 90% pytanych przeze mnie klientów wskazuje, że głównym czynnikiem motywującym podjęcie projektów intralogistycznych są kwestie kadrowe. Problemy na tym tle mają jednak różnorodne oblicza:
Trudności z pozyskaniem pracowników
W parkach przemysłowych o wysokim zagęszczeniu firm wytwórczych, nawet o bardzo różnych profilach produkcji, trwa ciągła rywalizacja o operatorów wózków, a pracownicy często zmieniają pracodawcę dla minimalnie wyższego wynagrodzenia. Z kolei w rejonach o niskim zagęszczeniu zakładów produkcyjnych, gdy lokalne zasoby ludzkie są wyczerpane, firmy są zmuszone do kosztownego zwożenia pracowników autobusami z obszarów o promieniu sięgającym nawet 50 kilometrów.
Rotacja i utrata wiedzy
Jeśli kadra zmienia się zbyt często, zakład traci wiedzę o procesach. Wdrożenie każdego nowego pracownika, szkolenia BHP, przeprowadzenie badań czy zakup odzieży ochronnej generują duże wydatki. Szacuje się, że sam koszt rekrutacji i onboardingu to od 10% do 20% rocznej pensji pracownika, a w przypadku nieudanej rekrutacji straty finansowe są jeszcze wyższe.
Presja kosztowa i koszty ukryte
Na 2027 rok rząd znów zaplanował podniesienie płacy minimalnej. Menedżerowie produkcji znów będą pod rosnącą presją. Z jednej strony oczekiwania korporacyjnego kierownictwa wymagają cięcia kosztów, z drugiej strony otoczenie regulacyjne wymaga podnoszenia wysokości wynagrodzeń. Dodatkowo wydatki na świadczenia pracownicze podbijane są w pikach produkcyjnych. Firmy wspierają się wówczas zatrudnianiem na nadgodziny płatne 150% lub 200% stawki, co tworzy ogromne, często ukryte koszty utrzymania ciągłości produkcji. Automatyzacja procesów intralogistycznych może przynajmniej częściowo odpowiedzieć na wszystkie powyższe wyzwania.
Bezpieczeństwo pracy – eliminacja ryzyka i drastycznych kosztów wypadków
Drugim kluczowym obszarem skłaniającym firmy do automatyzacji intralogistyki jest szeroko pojęte bezpieczeństwo. Motywacją bywa chęć zapobiegania zagrożeniom, a nierzadko także zaistniałe wcześniej kolizje lub niebezpieczne incydenty.
Ograniczenie ruchu wózków widłowych na produkcji.
W zakładach produkcyjnych widoczny jest wyraźny trend całkowitego wycofywania tradycyjnych wózków widłowych ze stref produkcyjnych i ograniczenia ich roli wyłącznie do magazynów. Obecność pieszych na produkcji jest powszechna, co zwiększa ryzyko kolizji. W niektórych zakładach próbowano zwiększać bezpieczeństwo przez malowanie zebr w poprzek szlaków, po których poruszają się wózki. Kiedy jednak zmieniły się przepisy ruchu drogowego, nakazując bezwzględnie ustępować pieszym, gdy ci wchodzą na pasy, w taki sam sposób – na mocy prawa – zmieniły się zasady w fabrykach. Mając świadomość, że piesi nagle wchodzący na zebry to w środowisku przemysłowym dodatkowy czynnik ryzyka, wiele firm rezygnuje z wyznaczania przejść dla pieszych, ale sposobem na zwiększenie bezpieczeństwa jest też automatyzacja transportu wewnętrznego.
Redukcja ryzyka i ciągłość działania
Bardzo często katalizatorem zmian w podejściu do bezpieczeństw jest wypadek. Dla firm oznacza nie tylko ogromny koszt moralny i wizerunkowy, ale też przestój linii, procedury prokuratorskie i wysokie odszkodowania. Zastosowanie autonomicznego transportu mobilnego czy zautomatyzowanych linii paletyzacji wyklucza ryzyko kolizji z człowiekiem dzięki zaawansowanym systemom czujników.
Ergonomia, BHP i trudne warunki
Dodatkowo, gdy procesy wymagają przenoszenia ciężkich gabarytów lub pracy w trudnych warunkach środowiskowych (takich jak skrajne temperatury, zapylenie) zastąpienie pracy ludzkiej przez roboty i linie automatyczne również jest sposobem na zwiększenie bezpieczeństwa zakładu.

Optymalizacja procesowa i specyficzne wyzwania operacyjne
Trzecią grupę stanowią wyzwania stricte procesowe, wynikające z dynamiki rozwoju zakładu lub specyfiki produkcji.
Wąskie gardła przy skalowaniu
Gdy linia produkcyjna zwiększa swoją wydajność, prowadząc przykładowo do dwukrotnego zwiększenia wolumenu, ręczny odbiór gotowych towarów, pakowanie czy paletyzacja staje się wąskim gardłem blokującym cały zakład. Wówczas zastosowanie inteligentnych rozwiązań przeznaczonych do obsługi końcówek linii produkcyjnych, takich jak zrobotyzowane systemy paletyzacji, owijarki czy etykieciarki sprawia, że blokada znika.
Marnotrawstwo kompetencji
Częstym problemem jest angażowanie wykwalifikowanych operatorów linii lub logistyków posiadających uprawnienia wysokiego składu do prostego, powtarzalnego transportu palet – czyli do pracy nietworzącej wartości dodanej. Nawet jeśli osoba z dużymi kompetencjami kilkakrotnie w ciągu dnia zajmuje się transportem w obrębie zakładu, dla firmy oznacza to nieoptymalne wykorzystanie zasobów, a dla tej osoby pracę poniżej aspiracji. Automatyzacja pozwala przesunąć takich pracowników do zadań wymagających ich rzeczywistych umiejętności.
Podnoszenie wskaźnika automatyzacji
W przypadku międzynarodowych koncernów motywy do podjęcia działań modernizacyjnych mających usprawnić procesy bywają niekiedy nieoczywiste, a nawet zaskakujące. W branży motoryzacyjnej obserwuje się na przykład zjawisko rywalizacji pomiędzy jednostkami regionalnymi o uwagę centrali. Poszczególne zakłady wdrażają autonomiczne systemy transportowe nie po to, by usprawnić konkretny proces, a raczej w celu podbicia swojego wewnętrznego wskaźnika automatyzacji procesów. Gdy ten jest wysoki, centrala dostrzega wysiłek regionalnego zakładu i daje mu więcej nowych projektów produkcyjnych. Automatyzacja ma w takiej sytuacji funkcję wspierającą rozwój fabryk, ale w dłuższym horyzoncie czasowym prowadzi też do usprawnienia procesów i zwiększenia wolumenu produkowanych towarów.
Podsumowując, decyzja o wdrożeniu projektów intralogistycznych rzadko jest podyktowana chęcią przetestowania technologicznych nowinek. W realiach nowoczesnego przemysłu to przemyślana odpowiedź na niedobory kadrowe, rosnące koszty operacyjne, potrzebę ochrony zdrowia i życia pracowników oraz konieczność udrożnienia procesów produkcyjnych. Zrozumienie tych głębokich potrzeb i bólów klientów jest fundamentem każdego udanego projektu automatyzacyjnego.
