Kto nie ryzykuje, ten…

W realizacji różnego rodzaju przedsięwzięć biznesowych często poleca się stosowanie dobrych praktyk z zakresu zarządzania projektami. Dobrze przygotowany projekt zawiera w sobie kilka podstawowych elementów takich jak budżet, harmonogram i zakres wraz z kryteriami, służącymi do oceny jakości realizacji zadań w projekcie. Fundamentalnym zatem zadaniem w dobrze przygotowany projekcie jest przemyślenie tego co ma się […]

W realizacji różnego rodzaju przedsięwzięć biznesowych często poleca się stosowanie dobrych praktyk z zakresu zarządzania projektami. Dobrze przygotowany projekt zawiera w sobie kilka podstawowych elementów takich jak budżet, harmonogram i zakres wraz z kryteriami, służącymi do oceny jakości realizacji zadań w projekcie.

Fundamentalnym zatem zadaniem w dobrze przygotowany projekcie jest przemyślenie tego co ma się wydarzyć w przyszłości. Z przyszłością jednak wiąże się niepewność, którą próbuje się różnymi sposobami minimalizować. Niestety zła informacja jest taka, że nie zawsze udaje się ją zredukować do zero. Wówczas pojawia się kwestia tego jak nią zarządzać? W projektach takim narzędziem jest analiza ryzyka, w której próbujemy przewidzieć to co może się wydarzyć nie po myśli zespołu realizującego dane zamierzenie, oszacować wpływ i przygotować się na różne scenariusze działania.

Mimo, iż metodyka zarządzania projektami jest jedna, to jej wykorzystanie w różnych regionach świata jest inne, zwłaszcza w zakresie podejścia do planowania i ryzyka. Skąd takie narodowe różnice?

Jak się okazuje wynikają one z kultury narodowej. Cechy kultur przebadał holenderski socjolog Geert Hofstede, który wyróżnił cztery wymiary kultur narodowych: dystans władzy, kolektywizm a indywidualizm, kobiecość a męskość oraz unikanie niepewności. Wymiary te statystycznie dobrze opisują zachowania przedstawicieli poszczególnych nacji.

Ciekawe jest jednak zestawienie wyników tego badania z praktyką w zakresie zarządzania ryzykiem. Otóż w Polsce dominuje w tym obszarze często postawa kojarzona z „ułańską fantazją” lub jak kto woli „braniem bojem”, bez przygotowania analizy ryzyka i opracowywaniem planów jego redukcji. Często słyszę, że analiza ryzyka to jakiś zbędny formalizm i w ogóle komu to jest potrzebne? Rzeczywistość jednak potrafi pokazać, że ignorancja w tym obszarze nie jest dobra. Warto przygotować się na nieprzewidywalne, aby później szybciej sobie poradzić, go ono jednak nastąpi.

Powszechnie wiadomo, że Niemcy nie lubią podejmować ryzyka i są dobrze zorganizowaną, uporządkowaną nacją. W zestawieniu z nimi my jawimy się jako bardziej chaotyczni. Jednak to Niemcy wg wspomnianego badania Hofstede mają znacznie od nas niższy wskaźnik unikania niepewności, gdyż w skali 1-120, mają 65, a Polacy – aż 93.

Skąd zatem mimo, że unikamy niepewności mocniej od innych nacji (z 66 przebadanych narodów jesteśmy na 7 miejscu), jednak mamy problem z analizowaniem ryzyka i ogólnie dobrym planowaniem? Wyjaśnienie chyba musi tkwić w naszym charakterze, który dostrzegł jakiś czas temu Wally Olins, pracujący nad marką Polski. Dostrzegł on, że Polacy mają jakby dwa oblicza, ze względów historycznych i lokalizacji geograficznej, łącząc w sobie kultury Zachodu i Wschodu. Stąd też zapewne z jednej strony unikamy niepewności, ale z drugiej nie jesteśmy jeszcze doświadczeni w zarządzaniu sobą i planowaniu, gdyż działaliśmy przez wiele lat w niekontrolowanych warunkach i wypracowaliśmy u siebie kreatywność konieczną, aby szybko reagować na zmiany.

Głos praktyków zarządzania projektami mówi, że Polacy mają w planowaniu czasu skłonność do przesadnego zabezpieczania się buforami czasowymi, a w specyfikacjach technicznych przewymiarują parametry. To potwierdza tylko naszą skłonność do unikania niepewności. Jednak brak umiejętności dobrego szacowania ryzyka i jego wyceny w projektach, ma swoje skutki. Powoduje to wzrost kosztów, a w niektórych sytuacjach nawet może prowadzić do konkluzji, że czegoś się nie da lub nie opłaca zrobić. Tylko dziwne jest to, że w innych krajach się da i opłaca.

Teraz, gdy w globalnej ekonomii liczy się konkurencyjność danego kraju, warto pracować nad sobą, aby skłonność do unikania niepewności była motorem do doskonalenia umiejętności planowania i profesjonalnych analiz ryzyka. W połączeniu z kreatywnością nie zabraknie nam pomysłów na scenariusze działań zaradczych, a lepsze plany nie będą już wymagały ciągłego gaszenia pożarów, co kojarzy się ze stresem. Jeśli popracujemy nad tym wówczas może nawet staniemy się szczęśliwszym, mniej zestresowanym społeczeństwem, a przy tym bardzo efektywnym. Wówczas dyskusje medialne o dużych nieudanych inwestycjach, w których łatwo można było przewidzieć zaistniałą sytuację, będą należały do rzadkości.

Budujmy narodową ekstraligę managerów, którzy potrafią dobrze zarządzać ryzykiem zamiast stawać się ofiarami losu. Budujmy na bazie naszej kreatywności odważne rozwiązania, a nie bariery wynikające z naszych lęków. Najprościej jest nie robić nic, ale z tego nie będzie rozwoju i zwiększania naszego dobrobytu. Pozwólmy sobie na popełnianie błędów, bo na nich można się uczyć. Miejmy odwagę być aktywni i zaangażowani nawet, wtedy gdy prawdopodobieństwo sukcesu nie jest stuprocentowe.

Tekst został opublikowany w najnowszym 6. numerze Biznes i Produkcja (www.biznes-i-produkcja.pl)

<p>Udostępnij</p>Share on Facebook
Facebook
0Share on LinkedIn
Linkedin

3 thoughts on “Kto nie ryzykuje, ten…”

Opublikuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *