Człowiek, który wiele zmienił

Często nadużywamy wielkich słów. Opisując ludzi lub zdarzenia używamy określeń patetycznych lub ponad miarę. Mnóstwo wielkich słów padło też po śmierci Steve’a Jobsa. W jego przypadku chyba nie było w tym wiele przesady. Jobs z pewnością nie był postacią bez skazy. Nie wszystkie jego koncepcje mogły się podobać każdemu. Ten człowiek jednak naprawdę sporo zmienił […]

Często nadużywamy wielkich słów. Opisując ludzi lub zdarzenia używamy określeń patetycznych lub ponad miarę. Mnóstwo wielkich słów padło też po śmierci Steve’a Jobsa. W jego przypadku chyba nie było w tym wiele przesady. Jobs z pewnością nie był postacią bez skazy. Nie wszystkie jego koncepcje mogły się podobać każdemu. Ten człowiek jednak naprawdę sporo zmienił – i to nie tylko w hermetycznym świecie speców od IT, ale również w życiu zwykłych ludzi.

O znaczeniu Jobsa we współczesnym świecie sporo mówi skala hołdów, które były mu składane. Wypowiadali się jego wielcy konkurenci (Gates, Page, Brin czy Zuckerberg), ale także osoby spoza świata IT (Spielberg, Bloomberg, czy nawet prezydent Obama oraz prezydenci i premierzy innych państw). Śmierć lidera Apple była wydarzeniem dnia na czołówkach nie tylko specjalistycznych serwisów, ale wszystkich mediów całego świata. Czym on sobie na to zasłużył?

Steve Jobs powiedział kiedyś, że jest wielkim szczęściem, jeżeli uda się nam brać choć raz udział w projektowaniu produktu, który dokonuje rewolucji w jakiejś dziedzinie życia. Powiedział to, zapowiadając kolejną, bodaj piątą już dużą rewolucję, której miał dokonać. W latach 70, wbrew wszystkim, którzy miejsce dla komputerów widzieli tylko w dużych firmach i instytucjach, założył firmę Apple i uparł się, że komputery trafią pod strzechy. W latach 80 przedstawił kolejną wizję – Macintosh, łatwy w użyciu komputer z interfejsem graficznym, którego każdy potrafi obsłużyć. Potem – wyrzucony z Apple – pracuje nad komputerami NeXT, które stanowiły podwaliny pod jego wielkie sukcesy w XXI wieku, a już wtedy znacząco wyprzedzały swoje czasy. Warto napomknąć, że pierwszy serwer WWW na świecie pracował właśnie na komputerze NeXT. Przy okazji, niejako mimochodem, buduje studio filmowe Pixar i tym samym inicjuje rewolucję w dziedzinie kinematografii, produkując pierwsze komputerowe filmy animowane.

Następnie Jobs wraca do Apple i udaje mu się wyciągnąć tę bliską bankructwa firmę na szczyty biznesu (dziś to najdroższa firma na świecie). Przy okazji całkowicie rewolucjonizuje rynek muzyczny, prezentując iPoda oraz sklep muzyczny iTunes (dziś największy sprzedawca muzyki na świecie). A po kilku latach przedstawia światu iPhone’a, czyli produkt, który w ogromnym stopniu odmienił warunki gry na rynku telefonów komórkowych.

Jak to się robi? Na czym polegał fenomen człowieka, który przecież nie był inżynierem ani programistą, i sam osobiście nie projektował tych wszystkich produktów? Był Jobs wizjonerem – tak wszyscy dziś mówią. No był, ale wizjonerów przecież jest wielu. Rzecz w tym, że Jobs był wizjonerem skutecznym. Nie tylko miał wizje, ale również ogromną determinację w ich realizowaniu, oraz wielką charyzmę. To pozwalało mu porywać innych za sobą. Osobiście uczestniczył w procesie twórczym wszystkich produktów Apple. Był szalenie wymagający – wszystkie szczegóły musiałby być wyszlifowane do perfekcji, aby spełniały jego oczekiwania. Potrafił wybornie inspirować swoich pracowników. Poza tym – co bardzo ważne – sam głęboko wierzył w słuszność swoich koncepcji. Dzięki temu był wiarygodny. No i nie bał się narzucać swoich wizji całemu światu. Dlatego w przeszłości zdecydowanie częściej to inni podążali za Apple, niż odwrotnie.

Osobiście za klucz sukcesów Steve’a Jobsa uważam coś zupełnie innego. Otóż był to człowiek, który bardzo mocno koncentrował się na kliencie – użytkowniku i jego potrzebach. Najważniejsze w urządzeniach firmowanych przez Jobsa było to, aby pozwalały one użytkownikowi na realizację jego zadań – i to w możliwie najłatwiejszy i najprzyjemniejszy sposób. Nie jest ważne, jakie parametry ma Twój komputer, ile ma pamięci i jaki procesor – mówił Jobs. Ważne, aby realizował wszystko, do czego został stworzony – i aby użytkownik był z niego zadowolony. I faktycznie tak było – przez długi czas przeciętny użytkownik Maca nie miał pojęcia, co jest w środku, i do niczego ta wiedza nie była mu potrzebna. Wychodząc z takich założeń Jobs wypuszczał na rynek bardzo dopracowane komputery i inne urządzenia, które mogły być z łatwością obsługiwane przez osoby nie mające dogłębnej wiedzy informatycznej.

Napisałem jednak, że nie był Jobs postacią bez skazy. Nie chcę tu poruszać tematu jego charakteru, czy spekulacji o tym, jakim był szefem. Jest jednak faktem, że nie wszystkie wizje Jobsa były moim zdaniem wybitne, nie zawsze też podobać się mogły metody ich ucieleśniania. Jedną z udanych małych rewolucji lidera Apple było upowszechnienie standardu USB. Niewiele osób zdaje sobie dziś sprawę z tego, jak duże znaczenie miał tu fakt upartego lansowania tych złącz w komputerach iMac – inne złącza zostały po prostu brutalnie usunięte. Po latach Jobs próbował powtórzyć ten manewr, uniemożliwiając obsługę standardu Flash w iPhone’ach i iPadach. Flasha na razie pokonać się nie udało, za to miliony użytkowników tych urządzeń mają problem z oglądaniem niektórych stron internetowych. Podobnie konsekwentnie walczyło Apple z płytami Blu-ray. Próżno ich szukać w Makach. Jobs widział przyszłość wyłącznie w udostępnianiu filmów przez Internet. Być może tak właśnie będzie, ale nie każdemu może się podobać taki sposób narzucania innowacji.

Podobnie ślepą moim zdaniem uliczką jest cała koncepcja epoki Post-PC, ostatniej wielkiej wizji Jobsa. Tablety i smartfony, takie jak iPad i iPhone, mają doprowadzić do zmierzchu tradycyjnych komputerów osobistych. Sądzę, że zostaje tu przekroczona cienka granica w dążeniu do łatwości używania różnych urządzeń. Na ten temat pisałem już jednak w innym miejscu – zapraszam do przeczytania. W skrócie można powiedzieć, że kierunek, w którym od pewnego czasu zmierza firma Apple – a za nią i inni – nie do końca mi się podoba.

W bardzo często cytowanym wystąpieniu kierowanym do absolwentów Uniwersytetu Stanforda Steve Jobs powiedział: “Nikt nie chce umierać. Nawet ludzie, którzy chcą iść do nieba, nie chcieliby umrzeć, by się tam znaleźć. Śmierć jest przeznaczeniem, które wszyscy dzielimy. Nikomu nigdy nie udało się jej wymknąć. Tak też powinno być, ponieważ śmierć jest prawdopodobnie najważniejszym wynalazkiem życia. Jest pośrednikiem wymiany życia. Usuwa stare, by utorować drogę nowemu”. To prawda, ale czasem nie jest tak łatwo zastąpić “stare” czymś “nowym”.

Szczególnie zaś ciężko zastąpić ludzi formatu Steve’a Jobsa.

<p>Udostępnij</p>Share on Facebook
Facebook
0Share on LinkedIn
Linkedin

Opublikuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Czytaj więcej